Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Forum > Półmisek Literata > Koza nostra
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
Co byście powiedzieli na crossover "Chłopów" (ewentualnie pierwsze opowieści o Jakubie Wędrowyczu) i "Ojca Chrzestnego"?

Wdowi Bór. Cholerny Wdowi Bór. Kiedy tu po raz ostatni byłem? A, no tak, 12 lat temu. Przez ten czas dałem radę skończyć zaocznie studia i rozkręcić własny biznes. Jednak, kiedy Pani Matka zwołuje rodzinę, to znaczy, że trzeba rzucić wszystko i wrócić do Wdowiego Boru. Nasza sprawa rzecz święta, od tego nie ma ucieczki. Rodzina na pierwszym miejscu.
Autobus PKS z niemiłosiernym piskiem zatrzymał się na przystanku. Wychodząc, kątem oka zauważyłem zdegustowaną i pełną pogardy twarz starego kierowcy. Więzienny tatuaż zdobiący jego prawe ramię odświeżył mi pamięć. Michał Kajuk. Złamał Panu Ojcu rękę, gdy nasza kura weszła przypadkiem na jego pole kiełkującego zboża. Płonąca stodoła Kajuków była wystarczającą formą zemsty, a żeby odrobić straty musieli sprzedać simentalkę. Ten się śmieje . Wspomnienia z dawnych lat życia na wsi zajęły mi podróż z przystanku do rodzinnego domu stojącego trochę na uboczu wioski, ale za to na wzgórzu, z którego widać było, gdy nieprzyjazny nam sąsiad z grupą popleczników chciał podpalić nasze gospodarstwo. Ziemi trzeba bronić, chłopcze. Ona nas zrodziła., mawiała babka Janka, Panie świeć nad jej duszą. Mijając sklep ogólnospożywczy nr 1. bez zastanowienia i automatycznie pozdrowiłem starego Mordziatego, siedzącego na schodkach i raczącego się Bykiem. Starałem się iść środkiem drogi, żeby przypadkiem nie wywąchały mnie psy zza płotów. Nie wiadomo, z kim teraz mamy na pieńku i kto mógłby mnie tymi psami poszczuć. Po kilkunastu minutach doszedłem wreszcie do bramki ojcowizny. Zaczął się na mnie wydzierać jakiś bury kundel. Hm, pewnie Czart zdążył już umrzeć ze starości. No, chyba że któryś z sąsiadów otruł. Przed domem, który przed wojną wybudował dziadek Józef (oczywiście nie mam tu na myśli I ani II Wojny Światowej, tylko wojnę z Braunerkami o 12 hektarowe pole w 1934r.) siedziała Jusia, moja młodsza siostra.
- Ciebie też tu przywiało? Rany, musi się niezła akcja kroić. powiedziała Jusia, po wykonaniu tajnego rodzinnego uścisku.
- Przyjechałem tak szybko, jak się dało. Choć straciłem klienta, mam nadzieję, że było warto.
- Póki co, Pan Ojciec nic nie chce powiedzieć, a Pani Matka wspomina coś o pieprzonych głodetach. powiedziała z wyrazem niezrozumienia na twarzy.
- Może chodzi o geodetów?
- Może, może. Wejdźmy do domu. Pani Matka już pewnie podała do stołu.
O tak. To, czego mi najbardziej brakowało w wielkim mieście, to mamine obiadki. Z tego się nie wyrasta. Wchodząc do kuchni, która jak w każdym domu była centralnym punktem życia rodzinnego, uderzył mnie zapach pieczeni z śliwką w sosie grzybowym. Witając się czule z Panią Matką poczułem te same słodkawe perfumy, których używa niezmiennie od ponad 20 lat. Po uściskaniu dawno niewidzianych braci i sióstr, przyszedł moment na przywitanie się z Panem Ojcem. Siedział w drugiej izbie wgapiony w telewizor. Podał machinalnie rękę do ucałowania w rodowy pierścień, nie ruszając nawet wzroku od szklanego ekranu. W międzyczasie podawano do stołu, więc po umyciu rąk usiadłem przed talerzem pełnym mięsa i ziemniaków. Gdy do pokoju wszedł Pan Ojciec, wszyscy wstaliśmy, złapaliśmy się za ręce i odmówiliśmy modlitwę:
Boże ty w Niebie królujący,
Nie pozwól by ród Twój kochający,
Zaznał męki ze strony Martyńca,
Ani innego złego przegnilca.
Bośmy jedynie w Tobie wierni,
Nie tak jak Ci w piekle paleni,
Amen.
Siadając z powrotem na swoje miejsca, Pan Ojciec zaczął mówić.
- Kazałem waszej matce zwołać was wszystkich, ponieważ wiatr przydmuchał czarne chmury nad nasz dom. gdy Pan Ojciec mówił, nikt nie odważył się chwycić za widelec. To by była zniewaga wobec głowy rodziny.
- 2 dni temu do Wdowiego Boru przybyło dwóch geodetów, których najął ten parszywy Michalak, oby sczezł w męczarniach. Chce w gminie załatwić papiery na przemianowanie pola na działkę budowlaną, a potem sprzedać mieszczuchom, którzy pałętają się tu od dwóch tygodni szukając szczęścia. Sęk w tym, że pole to jest tylko zagonem większej morgi, która poprzez cwany fortel wujka Tadka, Panie świeć nad jego duszą, trafiła w nasze ręce i teraz rosną na niej grule. mówiąc to, prawy kącik ust Pana Ojca lekko się uniósł imitując uśmiech. - Geodety wydają się nie w ciemię bite, a do tego mają jakieś spec mapy, na których pewnie ładnie widać, że Michalaki, oby się smażyli w piekle, mają więcej pola niż myślą. Nie możemy pozwolić na to. Za pobicie mieszczuchów i geodetów ktoś z nas mógłby trafić do ciupy, a tego nie chcę. Dlatego ja, wraz z wami, moi synowie, zakradniemy się dziś pod osłoną miesiąca do gospodarstwa Michalaków, oby im mleczne wyzdychały z choróbsk, capniemy którąś z córek i weźmiemy w szantaż starego Alojza. Tak powiedziałem ja, wasz Pan Ojciec i macie się mnie słuchać, bo ziemia ta was wychowała i wykarmiła. Teraz musicie się jej odwdzięczyć.
Po przemówieniu nastała grobowa cisza, którą nawet ptaki za oknem bały się przerwać.
- No, a teraz jedzcie, bo wystygnie.

Ból, przenikliwy, ostry ból od klatki piersiowej, aż do podstawy czaszki rozsadzał mnie całego i nie dawał się skupić na sytuacji, która mnie zastała po odzyskaniu przytomności. Wiedziałem tylko tyle, że siedziałem na krześle przypięty łańcuchami w czyjejś stodole. Pamięć wracała drobnymi, nie poukładanymi fragmentami. Pamiętam bieg przy ścianie domu Michalaków, potem krzyki, wrzaski, strzały z mausera Pana Ojca, a wtedy ktoś uderzył mnie w plecy deską i tracąc równowagę wpadłem do zbiornika z gnojówką. O dziwo, nie czułem teraz smrodu, ale to pewnie dlatego, że bandyci złamali mi nos. Pewniakiem węch uszkodzili.
Mój powrót do świata żywych zauważył Bartek Michalak, najmłodszy potomek Alojzego, ale za to przewyższający szpetotą starszych braci.
- Wiesz co ta twoja pieprzona rodzinka zrobiła? mówiąc to, przy okazji opluł moją twarz.
- Coś, co już dawno powinna z wami zrobić, wy cholerne obdartusy? odparłem, po czym dostałem w brzuch batogiem. Nie bolało, w zasadzie, poza bólem w okolicach szyi, nic nie czułem.
- Ten twój ojczulko załatwił moją siostrę z karabinu, a reszta waszej hołoty połamała kulasy Jarkowi i Pietrowi. Zapłacisz za to, gnido. Poćwiartuję cię na kawałki. wymawiając ostatnie zdanie, Bartek odpalał już piłę łańcuchową.
- Wątpię. po czym wyłuskałem spomiędzy języka i dolnej szóstki małą ampułkę. Przegryzłem ją, a świat zaczął się powoli oddalać. Albo to ja zacząłem się oddalać od świata. W każdym bądź razie wygrałem, bo oddałem życie za moją Rodzinę. Dzięki temu Pan Ojciec nie musiał się martwić o to, jak mnie odbić. Jeszcze by moi bracia przypłacili życiem, a tego bym sobie nie darował.
W procesji pogrzebowej, oprócz rodziny, wzięli udział Ci, którzy bali się gniewu mojego Pana Ojca. A było ich sporo. Fakt, że jego syn potrafił poświęcić życie dla naszej sprawy, spowodował, że nasza rodzina miała spokój na dłuższy czas. Aż nie przyszły żniwa
Stary Mordziaty jak zwykle siedział na schodkach do sklepu ogólnospożywczego
nr 1., gdy obok przechodził kondukt.
- Naoglądały się mafiozów w telewizorze i się zabijajo teraz jeden z drugim. bąknął pod nosem, lecz przeżegnał się w myślach i zmówił Wieczne odpoczywanie, tak na wszelki wypadek, gdyby Pan Ojciec umiał czytać w myślach i wziął soczystego łyka ze szklanej butelki opatrzonej czerwoną etykietką z napisem Byk.

Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
Nie wiedzieć czemu, przy kopiowaniu straciły się cudzysłowy i wielokropek, ale mam nadzieję, że były one w "widocznych" miejscach.

AntonLaFey
"Chłopi" i "Ojciec Chrzestny"? Raczej "Sami Swoi" i " U Pana Boga za Piecem"...

indy65
Super. Extra, ale ja mam taką koncepcję...
Forum > Półmisek Literata > Koza nostra
Aby pisać na forum zaloguj się lub zarejestruj