< > wszystkie blogi

Cholerny kwiat mlodzieży polskiej...

6 April 2008
....głupi jak juz sam nie wiem co. wczoraj bylo ognisko i "kwiat młodzieży polskiej" dostarczył nam niezapomnianych atrakcji (pozniej opisze to dosc obszernie, dzisiaj przedsmak): 1) detonacje samorobnych środków wybuchowych. szczyle po max 18 lat odpalały jakies minisrodki wybuchowe w okolicy, zeby potem odpalić tubę z benzyną, która wywaliła pieniek stojący obok na pare metrów w bok. aha, czy wspomnialem ze za pierwszym razem lont sie nie dopalil do konca i koles ku zgrozie wszystkich podniosl to do uszu i posluchal czy sie pali? oto ta bomba. http://www.youtube.com/watch?v=LyZF_0CtDEs robi wrazenie, co? pro forma: moi tam przyszil palic ognisko. ale kiedy koles zdetonował tą bombę (jeszcze rozumiem petardy) to dostał takie megazj*bki od zgormadzonych (srednia wieku 23-25 lat) ze uciekl w popłochu. 2) niedalek miało miejsce inne ognisko. tez jakis kwiat mlodzieży polskiej. po jakims czasie kolesie (zdrowo juz schlani) dolaczyli sie do naszego ogniska (sklad: metale i spółka, więc mlodzieży polska z hiphopu rodem pasowala tam jak wół do karety). na szczescie jednemu z zawodników przestało to dość szybko przeszkadzać, bo schlał sie do nieprzytomności i poległ trupem. efekt: telefon do matki kolesia i transport tego cholernego trupa przez las, błoto i inne takie. I zeby to byl jego pierwszy raz, ale nie, juz na sylwestra tez byl zalany w trupa. na odchodne matka dostała kilka rad od doswiadczonych degustatorów napojów alkoholowych: 4 godziny od przebudzenia - zero picia, zero kackilerów. jak to okreslił Wodzu: "zapamieta tego kaca do końca zycia albo i dłuzej" szkoda ze nie doradzilismy jej zeby mu schowała portfel i komórke i udawala ze nic nie wie. Moze troche paniki nauczyloby go, zeby nie chlać na umór w środku lasu...
 

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Autor
O blogu
Najnowsze posty
Najpopularniejsze posty

Napędzana humorem dzięki Joe Monsterowi