<< >> wszystkie blogi

Po weekendzie Wrocławskim... Przemyślenia pracowe - w sumie chwalpost ;)

2008-10-20 13:02:00 · 2 komentarze
Piiiiisk !!!!!!!!!
Tak zareagowała moja wątroba na sygnał, że jedziemy do mojego znajomego na urodziny. Wspomnienia z tym miastem kojarzą się jej bardzo jednoznacznie, więc szczerze przyznaję, że miała powody do obaw...
Wrocław piękne miasto, towarzystwo sprawdzone ( jeszcze z czasów liceum ), wiadomym więc było, że wyjazd ten jak i wszystkie poprzednie do Breslau musi się udać. Nie wiem tylko czemu jest ono tak cholernie daleko. Podróż pociągiem trwa jedynie 6 godzin z kawałkiem... Jadąc do, da się jeszcze przeżyć, szczególnie że każdy z nas wsadził do torby jakiegoś czasoumilacza, jednakże powrót jest już straszną mordęgą... Kac morderca siedział w mojej głowie i za nic w świecie nie chciał sobie pójść.Na szczęście dzisiaj rano nieco odpuścił... Starzejemy się chyba jednak... Pierwszy raz w historii naszych wspólnych spotkań w niedzielny poranek w lodówce znaleźliśmy nienapoczęte butelki z gorzałczyną... Kiedyś taka sytuacja nie miałaby prawa bytu :D. No tak... Lata już nie te ;).
Teraz siedzę w pracy starając się jakoś ogarną
ć i zabrać za konkretne czynności, łatwo jednak nie jest. Jednakże staram się :).
Praca no właśnie... Zmieniłem Ci ja ją ostatnio byłem. I tak to austriacki STRABAG zamieniłem na niemieckiego HOCHTIEF'a. Na razie siedzę tutaj troszkę ponad miesiąc i jestem zadowolony. Ciężko byłoby jednak zadowolonym nie by
ć, jeśli warunki zatrudnienia poprawiają się.
Już nie muszę spędzać w pracy (łącznie z dojazdem) 14 - słownie czternastu godzin, będąc na każdym kroku opierdalanym. Gdyby taką sytuację wynagradzała chociaż dobra wypłata pewnie przeżyłbym tę sytuację. Niestety nie wynagradzała, toteż zwolniłem się stamtąd jeszcze przed upływem 3 - miesięcznego okresu próbnego. Zrobiłem sobie dwa tygodnie wolnego, poświęcając ten czas na letnie podróże po kraju z moją lepszą połówką i zaraz po powrocie zabrałem się za poszukiwanie nowego zajęcia. Wysłałem kilka CV i pozostało już czekać na oferty :). Długo się nie naczekałem, jako że na rynku pracy jest "duże ssanie" na inżynierów - budowlańców. Odezwały się trzy firmy proponując mi rozmowę. Dwie pierwsze odrzuciłem gdy dowiedziałem się , że zamiast pracować w siedzibie firmy, byłbym rzucony gdzieś do jej oddziału i skazałbym się na dwugodzinny dojazd w jedną stronę. Na szczęście nie musiałem długo czekać i po paru dniach odezwała się miła Pani z działu HR mojego obecnego pracodawcy. Spotkanie na następny dzień, miła pogawędka, określenie profilu psychologicznego i oczekiwanie na ich decyzję. Znów szczęście dopisało, ponieważ czekałem jeden dzień i mój telefon rozbrzmiał ulubionym ostatnio sygnałem dzwonka "Czekasz na tę jedną chwilę... " :D. Następnego dnia siedziałem już w gabinecie mojego ewentualnego, przyszłego bossa. Rozmowa trwała godzinkę i przyznam że była to jedna z najsympatyczniejszych rozmów kwalifikacyjnych w życiu :). Naprawdę... :). W sumie to nawet nie była rozmowa kwalifikacyjna a raczej przyjacielska pogawędka o wspólnych oczekiwaniach, doświadczeniach itd. Chyba zrobiłem dobre wrażenie, bo mimo że decyzja miała zapaść po okresie dwóch - trzech tygodni, zaproszenie do podpisania listu intencyjnego w sprawie pracy dostałem nazajutrz. Efekt już znacie :) Siedzę przy laptopiku na stanowisku Specjalisty ds. Logistyki Projektów i jestem szczerze zadowolony. Dojazd dobry, towarzystwo w pracy genialne, finanse nienajgorsze. Trzymajcie więc za mnie kciuki aby zechcieli przedłużyć ze mną umowę :).
Kończę, bo czas wraca
ć do obowiązków.

Wasz Perczol :)

No to jadziem...

2008-10-14 16:02:00 · 3 komentarze
Jadziem.... Nie wiem czy to jakaś nowa odmiana imienia Jadwiga, no ale jakoś zacząć musiałem... No... To pierwsze zdanie mam za sobą...

Teraz powinno już by
ć lepiej...    
Autor
O blogu
  • Myśli kosmate, durne przemyślenia i tak dalej i tak dalej...
Najnowsze posty
Najpopularniejsze posty
Moje pliki
Statsy bloga
  • Postów: 2
  • Komentarzy: 5
  • Odsłon: 2332

Napędzana humorem dzięki Joe Monsterowi