< > wszystkie blogi

Powiało nudą

Od dziś zawsze będę kończył, to co zacz...

Bilet wstępu do szpitala

21 May 2009
Ile kosztuje samo wejście do szpitala i udanie się do sekretariatu, którego drzwi znajdują się niecałe trzy metry od wejścia? Nic? Pudło! Wejście na teren Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego Nr 1 we Wrocławiu, którego dyrektorem jest mgr Andrzej Zdeb związane jest z opłatą. Może nie do wszystkich klinik, ale na pewno do Kliniki Dermatologii, Wenerologii i Alergologii. Przy samym wejściu znajduje się Cerber, w niegdyś białym kitlu, który wydziera się na wchodzących, że trzeba kupić bilet...

Biletomat stoi tuż przed drzwiami do głównego korytarza, po lewej stronie i po wrzuceniu od złotówki do dwóch i pół złotego (chyba - przyznam, że nie zwróciłem uwagi na najdroższy bilet), automat wymiotuje w nas plastikowym jajkiem niespodzianką. Tą niespodzianką zawsze są foliowe papucie. Tańsze po złotówku droższe i lepsze po dwa. To, że lepsze dowiedziałem się od pielęgniarki, której jedyną, najwidoczniej, funkcją było darcie pyska KAAAPPCIEEEEE!.

W szpitalu byłem w charakterze osoby towarzyszącej. Kiedy zostałem ofukany za brak reklamówki na butach, bardzo grzecznie, jak na mnie, ale stanowczo stwierdziłem, że nie zamierzam kupować paputków za złotówkę, żeby przejść trzy metry do sekretariatu. Później już mniej grzecznie ale równie stanowczo zignorowałem kobitę. Pomijając mruczenie pod nosem, poskutkowało, acz pani Kapcie bacznie obserwowała mnie, czy przypadkiem nie zamierzam przemknąć się bez płacenia w głąb przepastnych i mrocznych korytarzy.

Na początku maja dość głośno w prasie zrobiło się na temat szpitalnych ochraniaczy na obuwie. Żeby daleko nie szukać, pozwolę sobie zamieścić artykuł, który 6/05/2009r. Pojawił się w Słowie Polskim Gazecie Wrocławskiej. Oszczędzając czytania, streszczę, że era foliowania obuwia powoli odchodzi w zapomnienie. Może i idea była fajna i szczytna, ale... Jakoś została zepsuta. Reklamówki miały chronić przed przenoszeniem zarazków na własnym obuwiu ze szpitala do domu. Co z tego, skoro goście ze względu na drogie paputki, brali je w kieszeń by mieć na zaś. No i ja się nie dziwię. Trzyosobowa rodzina idzie trzy razy w tygodniu odwiedzić kogoś w szpitalu. Daje to od około dziesięciu złotych przychodu dla właściciela automatu tygodniowo. Jak możemy przeczytać w przytoczonym artykule, koszt wytworzenia ochraniaczy to 10-20 groszy za parę. Przebitka, przyznacie, niezła. Ja wiem... Koszty dystrybucji, obsługi automatu, dzierżawy tegoż i tak dalej, ale... Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa również wymaga ochraniaczy na obuwie i... Tadammm... Rozdaje je za darmo. Słyszałem jeszcze o wersji, że pomaga to zachować czystość. Owszem, przez dwadzieścia kroków, zanim nie zostanie z nich strzęp owinięty wokół kostki. Widziałem, jak Cerber kazała ubrać paputki kobiecie na obcasach. Ta nie doszła do połowy korytarza a już było po folii. Wszystko elegancko, ale jeśli nawet założyć wersję o zachowaniu czystości, to ja chcę wiedzieć, gdzie buty kupują lekarze, żadne z nich nie miało założonych ochraniaczy na obuwie. Wniosek jest taki, że ich obuwia psie guana ani bakterie się nie imają. Ja też takie chcę!

Mimo wczesnej pory, i mojego początkowego oburzenia, pielęgniarka i szpitalne zwyczaje wprawiły mnie w całkiem niezły humor. Zacząłem się zastanawiać, ile kosztuje diodowa tablica świetlna i po jakim czasie zwróciłby się jej koszt, gdyby taką zainstalowano na wprost wejścia, przy drzwiach fotokomórkę i za każdym razem, kiedy ktoś przechodzi, tablica wyświetlałaby napis KAPCIE!!!. Gdyby do układu podłączyć głośnik i empetrójkę to już zupełnie można by zaoszczędzić na etacie, albo kobietę skierować do bardziej pożytecznych zajęć. Przyszedł mi do głowy także pomysł, by może zamiast drogiej tablicy świetlnej, korzystając z "rewelacyjnych" pomysłów niektórych sklepów, zamontować takiego wkurzającego świstaka, który po przejściu gościa nie gwizdałby za nim, tylko krzyczał KAAAPPCIEEEEE!.

Bezpodstawnych oskarżeń na nikogo rzucać nie chcę, ale jak nie wiadomo, o co chodzi... Nie wiem, ile osób dziennie odwiedza szpital, ale w ciągu półgodzinnego mojego pobytu tyle razy usłyszałem o konieczności zakładania papuci, że sądzę, że zyski z tego mogą być interesujące. Jak bym wiedział, że moja mleczna krowa, która jest mi całkiem sporym źródłem dochodu, ma zaraz przenieść się do wołowinkowego raju, to jedną z ostatnich rzeczy, o których bym pomyślał, było by odłączanie jej od dojarki i zaprzestanie wciskania jej do pyska, kijem od szczotki, siana.
 

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Autor
O blogu
Najnowsze posty
Najpopularniejsze posty

Napędzana humorem dzięki Joe Monsterowi